Piotr Krakowiak, redaktor naczelny „InfoMarketu”
Witam Państwa serdecznie w nowym, 2026 roku. Życzę Wam, moi mili, przede wszystkim zdrowia, spokoju i nieskończonych zasobów cierpliwości. Życzeniem, choć trudnym do spełnienia w tym roku (bardzo liczę tu na p. Boga, tudzież Aplikację), niech będzie to, by suma wszelkiej maści durniów, narcyzów czy oszołomów drastycznie zmniejszyła się na jego koniec. Zwłaszcza w sekcji rozrywkowej naszego świata pod nazwą: „polityka”.
Trzeba przyznać, że chłopcy na samej górze drabinki robią niezłe wymyki i bawią się przy tym nad wyraz dobrze. Złote karafki czy platynowe kije golfowe znudziły się do tego stopnia, że wyciągane są klasyczne, drewniane pały. Zapowiada się więc niezła napier… ka bez trzymanki i zasad (prawnicy mają wolne na dłużej). W tym aspekcie ufam, że mega odnajdzie się nasz Pan prezydent i jeśli zajdzie taka potrzeba, i jakiś starszy gówniarz (z zachodniej oczywiście granicy) podskoczy i będzie chciał odłączyć nam Śląsk, to po prostu weźmie i mu w kuluarach wy… winie ze łba. No, niestety, takie nedejszły chwiła i czasy.
A propos czasów, to chciałbym przy okazji przejść do historii jak pani Szczepkowska i ogłosić jedną rzecz: „proszę Państwa, 18 stycznia 2026 roku na świecie skończyła się demokracja”.
Na pytanie, jaki obecnie mamy ustrój w Polsce, odpowiedzieć nie umiem, ale widzę, że i tu idziemy do przodu. A właśnie! Przypomniała mi się jedna rzecz. Mam ogromny apel do pana Brauna, żeby nie zapomniał o corocznym przeglądzie gaśnic. W naszej firmie też mamy, to wiem, jakie to ważne. I pytanie od mojej wierzącej Mamy: czy jak wygra Pan wybory, to intronizuje Pan Jezusa Chrystusa na króla Polski? (ciekawe, co na to sam Pan Jezus).
Oczywiście, niezależnie od wszystkiego żyć trzeba i trzeba to robić na ile się da zacnie. Ufam, Drodzy Państwo, że sobie wszyscy spokojnie z tym wszystkim poradzimy. Tak w życiu, jak i w naszej branży. Myśląc życzeniowo, chciałbym, żeby firmy europejskie jednak się nie sprzedawały firmom nieeuropejskim. Jak uda mi się spotkać pana ministra Domańskiego, to przekażę mu w imieniu naszej branży (nie tylko zresztą naszej), żeby jednak wyciągnąć ze słownika i wpisać do odpowiednich aktów takie słowa jak np. „rewizjonizm”, „cła zaporowe” i jeszcze parę innych.
Kolegom z handlu życzę zaś po stokroć, żeby dokonywali w 2026 roku tylko patriotycznych i lokalnych (przynajmniej w obszarze Starego Kontynentu), zakupów. Jak mówi klasyk „pieniądze to nie wszystko”. Warto pamiętać nie tyle o sobie i że starczy nam już kawioru do emerytury, ale o dzieciach, które nim już plują. Na dodatek bez filmu z You Tube nie wkręcą nawet żarówki. Jak zostaniemy ograni, to nasi gówniarze nawet w fabryce lodówek roboty nie znajdą. Przy okazji przypominam, że łaciński alfabet jest jednak dość łatwy. Dla przykładu, żeby móc sklecić nawet proste zdania, takie jak choćby:
„Przepraszam, więcej już tego nie zrobię. Bardzo dziękuję przełożonemu za cenną uwagę związaną z moją pracą. Już wracam do moich obowiązków”, np. w języku chińskim trzeba znać 3 tysiące podstawowych znaków.
Na koniec mały apel, żebyśmy we wszystkie badania i analizy – zwłaszcza na nasz własny temat – nie do końca wierzyli. Nie kłóćmy się też, bo nic się nie zmieniło AD 2026 – gdzie dwóch się skłóci, tam trzeci skorzysta. Po prostu to się nie opłaca. W końcu handel też jest po to, by pomnażać środki, a nie je dzielić.
Jestem wielkim fanem pana prof. Góralczyka (serdecznie pozdrawiam Pana Profesora) i zestawiając różną wiedzę o przemianach na świecie z niezwykle trafionymi diagnozami innych autorów, doszedłem do prostego, choć nieco niegrzecznego wniosku. Otóż niekorzystne dla Zachodu zmiany nie biorą się li tylko ze złego handlu, ekonomii czy polityki, ale przede wszystkim naszej mentalności. Jako bardzo skromny człowiek za to odkrycie chciałbym dostać jedynie Nagrodę Nobla.
Żeby nie przedłużać i nie robić wywodów, napiszę wprost: kiedy o 5.30 rano w Chinach czy Indiach budzi się 20 letni obatel od biznesu, to myśli, co zrobić, by być jeszcze lepszym, jeszcze bardziej wykształconym i jeszcze bardziej efektywnie pracować i przy tym jak najlepiej wyglądać w nowym garniturze. U nas o 12.30 jego rówieśnik jedzie w luźnych gaciach dopiero w windzie ze swojego penthousu do garażu i myśli tak: „znowu k… będę musiał się z tymi kutasami użerać”. Po czym gładzi wybrylantynowaną grzywkę, opadającą na wy… czesany na miasto całe szyjny tatuaż, a następnie patrzy na kupione w Londynie świecące trzewiki i wzdycha z podziwem sam do siebie „ale mi się w nich dobrze ogolone jajca odbijają”.
Totalne szaleństwo ogarnęło ludzkość na punkcie panny AI. Nieuk to na razie i gamoń totalny, ale rzeczywiście, część roboty może za nas odwalić po taniości. My zaś możemy po wybranej części ciała podrapać się do woli i wydatnie. Mnie osobiście bardzo się rozwój sztucznej inteligencji podoba też z innego powodu.
Otóż dzięki AI i jej nienaprawialnym i „genetycznym” błędom „InfoMarket” będzie miał zamówień jak Penderecki, do 2050 roku. Kto z nami pracuje, wie dla czego. Sprawa jest tak banalnie prosta, jak konstrukcja cepa.
Wyjątkowo wesoło mi się robi jak słyszę dysputy najtęższych głów i ich „proroctwa”, co to AI za nas nie zrobi. Na jednym z paneli, zebrani mędrcy świata doszli do bardzo złożonego i wyrafinowanego wniosku: otóż AI nigdy nie śpi, podczas gdy człowiek czasem musi. A najgorsze jest to, że naukowcy nie wiedzą do końca, dlaczego ludź w ogóle śpi, mimo licznych na ten temat badań. Phi. Ja tam znam odpowiedź (drugi Nobel!) – po prostu mu się spać chce.
Wracając do AI, sztuczna inteligencja jest jak sztuczny miód. Naturalny był za drogi, to się zrobiło sztuczny. Jadło się, aż plastik w zębach trzeszczał. Swój cel spełnia. Człowiek każde gówno zje i każde wymyśli, żeby sobie dogodzić i udoskonalić swą pychę i próżniactwo. Stąd, jak zrobiono doświadczenia i zamieniono pszczołom ich własny miód na ów genialny, ludzki, to wzięły się pszczoły i wyniosły z ula w trymiga.
Podobnie będzie z nami i przez takie wynalazki, a konkretniej przez przekonanie o nieomylności i bezkresności ludzkiego geniuszu twórczego, będziemy musieli z tej planety wyprowadzić się i my. Cóż z tego, że narzędzie doskonałe, jak twórca totalnie niedoskonały.
Na koniec mała anegdota, nawiązująca do szalonych błędów i manipulacji w AI. Otóż, InfoMarket jako największy w naszym PRL nr 4 dostawca kontentu (wskaźniki nie dają już rady) przygotowuje nieraz w miesiącu 2,5 tys. plików. Dość ważnym jest, żeby dobrze je wszystkie sprawdzać, ponieważ ich emisja, chwaląc się do cna, ma zwykle wielomilionowe odsłony, i to nie tylko w największych sieciach, ale i na czołowych stronach WWW czy w serwisach radiowych i telewizyjnych. Wstyd i hańba, jak by poszło coś nie tak.
Dlatego chodzę stale niewyspany i zawsze powtarzam dziennikarzom, że zawodowiec to nie ten, co ma trzy dyplomy i zna cztery języki, ale ten, kto po sobie wszystko i zawsze sprawdza. Dewizę tę też przekazuję zawsze, choć nie zawsze jestem słuchany. Pewnego razu doszła do naszej redakcji koleżanka, która wiedziała lepiej. W efekcie pod wykresem dla płyt indukcyjnych pojawił się nad Wisłą zapis „Zdolność nagrzewania pyty w minutach.” Ależ jej chłopak był dumny. Na koniec moje ulubione pytanie retoryczne: jak Państwo myślicie, ktoś sprawdza dane w AI?
Cholera, ale się rozpisałem. Przy tych stawkach, co płacę, i tak za wiele nie zarobię, więc czas kończyć.
Raz jeszcze życzę Państwu wszystkiego najfajniejszego każdego dnia 2026 roku!
© 2026 InfoMarket