REMONDIS
Cud nad Wisłą w ZSEE! Czy taniej nie będzie oznaczało finalnie dużo drożej?

Cud nad Wisłą w ZSEE! Czy taniej nie będzie oznaczało finalnie dużo drożej?

dr inż. Robert Wawrzonek – członek zarządu, dyrektor zarządzający REMONDIS Electrorecycling sp. z o.o.

Na rynku zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego (ZSEE) dzieje się coś, co trudno wytłumaczyć prostą logiką. Zakłady przetwarzania od miesięcy alarmują, że koszty pracy rosną, ceny surowców spadają, a ekonomia recyklingu, mówiąc językiem potocznym, „nie spina” się. W branżowych dyskusjach słychać dramatyczne głosy: „recykling się nie opłaca!”. Ale wystąpienia publiczne swoją droga a rzeczywistość swoją…

Czy to cud recyklingu, czy ryzykowna gra?

Te same firmy, które alarmują o nierentownym systemie, podpisują kontrakty z sieciami handlowymi na zbiórkę tysięcy ton odpadów – i to oferując im stawki istotnie wykraczające poza rynkowy poziom. Jeszcze większe zdziwienie budzi fakt, że organizacje odzysku powiązane z tymi zakładami, oferują wprowadzającym sprzęt stawki za realizację ich obowiązku recyklingu w kolejnym roku nawet o połowę niższe niż rok temu!

Jak to możliwe? Jak w takich warunkach wykonać obowiązek ustawowy? Czy to cud recyklingu, czy ryzykowna gra, w której rachunek końcowy zapłacą producenci i wprowadzający sprzęt? I co na to urzędy dbające o uczciwą konkurencję na rynku?

Rosną koszty, spadają ceny – matematyka się nie zgadza

Zakłady przetwarzania nie mają łatwego życia. Wzrost wynagrodzeń w sektorze technicznym, drożejąca energia, koszty utrzymania instalacji, coraz bardziej restrykcyjne wymogi środowiskowe i audyty, a także rosnące koszty logistyki związanej z transportem i magazynowaniem odpadów – wszystko to sprawia, że próg rentowności rośnie niemal z miesiąca na miesiąc. A już na pewno z roku na rok.

Jednocześnie ceny surowców odzyskiwanych z ZSEE, takich jak metale lub tworzywa, spadają w wyniku globalnych wahań rynkowych. Rosną ponadto koszty zagospodarowania odpadów, dokładnie z tych samych powodów, a przecież część frakcji musi zostać oddana do kosztownej utylizacji. Efekt jest prosty: marże kurczą się, a ekonomia recyklingu staje się coraz bardziej wrażliwa na każdy element łańcucha. W normalnych warunkach oznaczałoby to wzrost stawek dla wprowadzających, zobowiązanych zgodnie z prawem do finansowania system a tymczasem… obserwujemy sytuację dokładnie odwrotną – ceny spadają, i to drastycznie.

Cud na papierze – czy system opiera się na kwitach?

Jak spiąć drogie kontrakty z sieciami handlowymi i jednocześnie oferować wprowadzającym stawki niższe o 30–50 procent? Branża mówi o „krzyżowym subsydiowaniu”, o agresywnej walce o udział w rynku, o inwestycji w przyszłość. Być może tak jest, patrząc na oficjalne wyniki finansowe niektórych rynkowych inwestorów i milionowe straty za ostatnie lata. Ale coraz częściej pojawia się pytanie: czy te modele biznesowo-finansowe mają realne pokrycie w możliwościach technicznych i logistycznych tych, którzy je oferują? Czy nie jest tak, że część działań opiera się na dokumentach, które wyglądają dobrze w systemie, ale w rzeczywistości są tylko „kwitami”, a więc potwierdzeniami bez faktycznego wykonania?

Jeśli tak, to ryzyko jest ogromne. I to być może dla tych, którzy najmniej sobie z tego zdają sprawę. Bo prawo jest jednoznaczne: wprowadzający odpowiada w pierwszej kolejności. To on zapłaci opłatę produktową, jeśli poziomy zbierana i recyklingu nie zostaną osiągnięte. To jego marka ucierpi w przypadku kontroli lub medialnego kryzysu. A wizerunkowe szkody mogą być trudne do oszacowania i na pewno niemożliwe do odwrócenia.

Ryzyko dla producentów – taniej może oznaczać poważną katastrofę

Wybór najtańszej oferty w tym systemie to nie tylko ryzyko finansowe, ale i prawne. Opłata produktowa to jedno, ale co z reputacją? Wyobraźmy sobie sytuację, w której kontrola wykazuje, że obowiązek nie został wykonany, a dokumenty w systemie BDO to tylko „formalność”.

W mediach pojawiają się nagłówki: „Najwięksi producenci sprzętu korzystali z fikcyjnych rozliczeń recyklingu”. Konkurencja z pewnością wykorzysta to bez skrupułów. Kryzys wizerunkowy jest natychmiastowy, a koszty jego gaszenia – gigantyczne. Czy wprowadzający zdają sobie sprawę, że zgodnie z prawem to oni ponoszą odpowiedzialność? Czy pamiętają, że „taniej” może oznaczać „drożej” i to wielokrotnie?

W branży coraz częściej słychać pytanie: jak to możliwe, że w czasach rosnących kosztów i spadających cen surowców stawki dla wprowadzających spadają o połowę? Czy to cud technologiczny, czy raczej cud księgowy?

Zdziwienie i mnóstwo pytań bez odpowiedzi

Paradoks polskiego systemu elektrorecyklingu jest coraz bardziej widoczny. Z jednej strony dramatyczne komunikaty o rosnących kosztach, z drugiej – agresywne obniżki stawek i kontrakty, które wyglądają jak z innej rzeczywistości. Branża pyta: czy te modele są realne, czy to tylko gra na czas? Czy dokumenty w systemie BDO odzwierciedlają faktyczne procesy, czy są jedynie „kwitami” mającymi uspokoić wprowadzających?

Jedno jest pewne: jeśli okaże się, że cud recyklingu istnieje tylko na papierze, konsekwencje poniosą ci, którzy dziś wybierają najtańsze rozwiązania. A wtedy rachunek będzie wysoki – finansowo, prawnie i wizerunkowo. Jednym słowem, taniej będzie oznaczało finalnie dużo drożej.

2026-01-05
x

Kontakt z redakcją

© 2026 InfoMarket