Grzegorz Skrzypczak – prezes zarządu, ElektroEko Organizacja Odzysku Sprzętu Elektrycznego i Elektronicznego SA
Końcówka roku zwykle przynosi podsumowania. Tym razem podsumowanie przyszło do nas samo – w sali parlamentarnej numer 217, 16 grudnia, podczas debaty o dwudziestu latach polskich regulacji dla zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego (ZSEE). I padło tam kilka liczb, które trudno tylko odnotować i przejść nad nimi spokojnie dalej.
W 2022 r. świat wygenerował 62 mln ton elektroodpadów. Do formalnej zbiórki i recyklingu trafiło ok. 22 proc. Jeśli nie nastąpi zmiana systemowa, do 2030 r. skala może wzrosnąć o blisko 80 proc. W Unii Europejskiej mówimy o ok. 12 mln ton rocznie, a do udokumentowanej zbiórki i recyklingu trafia mniej więcej 40 proc. W Polsce – według danych Eurostat za 2023 r. – wprowadzono 972 tys. ton sprzętu i zebrano 558 tys. ton. Te liczby pokazują dwie rzeczy naraz. Po pierwsze: system działa, bo potrafi przerobić ogromną masę. Po drugie: system wciąż przepuszcza zbyt wiele – i to nie tylko w kilogramach, ale i w wartości.
Rok 2025 przyniósł też trzy raporty, które – każdy z innej strony – prowadzą do wspólnego wniosku: dotychczasowa logika „zebraliśmy X ton” jest coraz mniej przydatna do sterowania systemem. Raport ElektroEko „20 lat systemu ZSEE w Polsce” stawia sprawę jasno: sama masa przestaje wystarczać. Jeśli chcemy odzysku surowców dla przemysłu i realnego domykania obiegu, musimy rozliczać przejrzystość przepływów i jakość recyklingu, a nie tylko „tony na wejściu”.
Prognoza FutuRaM przypomina, dlaczego to jest już temat strategiczny i przemysłowy, a nie wyłącznie odpadowy: w strumieniu elektroodpadów w UE krąży ok. 1 mln ton surowców krytycznych rocznie. To jest potencjał, który można odzyskiwać – ale tylko wtedy, gdy zbiórka jest prowadzona w legalnych kanałach, a przetwarzanie rzeczywiście „produkuje” surowiec, a nie półprodukt.
Trzeci głos – raport WEEE Forum z Deloitte – uderza w sedno sporów, które będą wracać w 2026 r.: co my właściwie mierzymy i dlaczego cele „uciekają”? Gdy cele opieramy o POM (sprzęt wprowadzony na rynek), a sprzęt „żyje” coraz dłużej i zmienia się struktura sprzedaży, system zaczyna gonić wskaźnik, a nie rzeczywisty strumień odpadów. Stąd rosnąca rola podejścia WEEE Generated: liczenia tego, co faktycznie staje się odpadem.
To nie jest dyskusja akademicka. Dla wprowadzających to jest pytanie o przewidywalność kosztów i o sterowność realizacji obowiązków. A dziś sterowność rozbija się o coś jeszcze bardziej podstawowego: o transparentność danych.
W teorii BDO miało być kręgosłupem systemu – narzędziem do sterowania, raportowania i planowania. W praktyce o skuteczności obecnego kształtu BDO mówi się – nie ukrywajmy – z zażenowaniem, nawet wśród tych, którzy tę bazę projektowali jako konieczny fundament nowoczesnego rynku.
Bez wiarygodnych, spójnych i aktualnych danych nie da się uczciwie porównać wyników, ocenić jakości, namierzyć strat i równoległych strumieni ani zaprojektować sensownych bodźców. Da się za to wyprodukować dużo tabel. I dużo złudzeń i zaprzeczających sobie danych, wprowadzających chaos zamiast harmonii. W tym miejscu dochodzimy do zasady, o której w branży mówi się zbyt rzadko wprost: ile odpowiedzialności, tyle praw.
Jeżeli wprowadzający – zgodnie z rozszerzoną odpowiedzialnością producenta (ROP) – finansują system, to muszą mieć realnie większy wpływ i nadzór nad realizacją ich obowiązków. Nad przepływami ich środków. Nad tym, czy surowce z recyklingu wracają do produkcji kolejnych generacji sprzętu, czy „znikają” po drodze – formalnie albo faktycznie. Poza tym pamiętajmy, że system powinien być finansowany nie tylko przez wprowadzających, ale także przez wartość odzyskiwanego surowca i tzw. „podatek śmieciowy”.
Nie chodzi o to, żeby wprowadzający „zarządzali systemem”. Chodzi o to, żeby płatnik mógł rzetelnie sprawdzić, co finansuje: gdzie poszedł strumień, jaka była jakość, jaki był efekt materiałowy, a nie tylko czy „masa się zgadza na papierze”. Bez tego ROP jest paradoksem: rozszerzamy odpowiedzialność, ale zostawiamy ograniczoną sprawczość.
Dlatego 2026 r. widzę jako rok trzech bardzo konkretnych decyzji – prostych do nazwania, trudniejszych do wdrożenia, ale koniecznych. Po pierwsze, potrzebujemy uczciwej miary: celów liczonych bliżej realnego strumienia odpadu (WEEE Generated), a nie wyłącznie sprzedaży (POM). Po drugie, musimy wreszcie oprzeć system na transparentnych danych – raportowaniu, które daje jedną wersję prawdy: spójną, porównywalną i aktualną, bo bez tego rynek nie ma czym zarządzać. Po trzecie, trzeba odwrócić logikę „masa ponad wszystko” i rozliczać jakość, a nie tylko tony: tak, by recyklat nadawał się do produkcji kolejnych generacji sprzętu, a nie był jedynie „wyjściem z instalacji” i półproduktem do eksportu.
Na zakończenie zaskoczę Państwa: szara strefa z pewnością ma tendencję spadkową. Wśród jej uczestników widać objawy paniki i działania na skraju przyzwoitości i politowania. Niewidzialna ręka rynku powoli, ale skutecznie ogranicza nielegalne przepływy i brak transparentności, czego Państwu i sobie życzę w 2026 r.
© 2026 InfoMarket