Grzegorz Skrzypczak – prezes zarządu ElektroEko Organizacji Odzysku Sprzętu Elektrycznego i Elektronicznego SA
Od dwudziestu lat rozmawiamy o systemie gospodarowania zużytym sprzętem jak o koszcie. Wprowadzający płaci, organizacja odzysku rozlicza, zakład przetwarza, a spór toczy się o stawkę i o to, kto jest ważniejszy. Taka była konstrukcja, którą dostaliśmy. Ta konstrukcja się zmienia – nie dlatego, że ktoś tak postanowił w Brukseli, lecz dlatego, że zmienił się rynek surowców.
Zwiększa się zakres odpowiedzialności producenta za odpad i za surowiec.
Międzynarodowa Agencja Energii wydała doroczny raport o surowcach krytycznych. Nie jest to wprost lektura o naszej branży – o zużytym sprzęcie nie ma tam prawie nic. Jest za to opis świata, w którym działają nasi klienci. Dlatego trzeba go czytać bardzo dokładnie i wnikliwie. Chińskie ograniczenia eksportowe metali ziem rzadkich, rozszerzone w 2025 r., zawieszono na rok – do listopada. To nie znaczy, że je wycofano: w listopadzie zawieszenie się kończy i rozszerzone ograniczenia mogą wejść w życie. Agencja pisze wprost, że zawieszenie niczego nie rozwiązało – ryzyko wstrzymania dostaw jest takie samo jak przed nim.
Raport podaje przy okazji liczbę, która dobrze opisuje sytuację: w Europie ciężkie metale ziem rzadkich kosztują dziś około pięć razy więcej niż na rynku wewnętrznym dominującego dostawcy.
Tyle wynosi dopłata za kupowanie poza krajem, w którym te metale są przetwarzane. A zmiana dostawcy magnesu, silnika czy ogniwa nie jest decyzją zakupową. To kwalifikacja nowego komponentu, testy, dopuszczenia i zmiany w dokumentacji wyrobu – liczone w miesiącach, częściej w latach. Recykling, który miałby być alternatywą, opiera się dziś w przypadku magnesów na odpadach z fabryk, nie na sprzęcie, który wrócił od użytkownika.
Innymi słowy: surowiec, którego zabraknie, w dużej części już tu jest. W szufladach, w piwnicach, w punktach zbiórki i – niestety – w złomie.
Powtarzam od dawna, że w systemie rozszerzonej odpowiedzialności producenta odpowiedzialność musi iść w parze ze sprawczością. Kto finansuje system, ma prawo wiedzieć, co się w nim dzieje, i wymagać jakości. Dotąd był to argument o kosztach i przejrzystości — słuszny, ale dla niektórych abstrakcyjny. Dotyczył rozliczenia mas zebranego sprzętu, a tony zebranego sprzętu producent do wyrobu nie włoży. Włoży surowiec, który z tych ton odzyskano. Teraz argument przestaje być abstrakcyjny.
Unijne przepisy o surowcach krytycznych wprowadzają, etapami do 2032 r., obowiązek wykazywania zawartości materiału z recyklingu w wyrobie.
W tym momencie wprowadzający przestaje być wyłącznie płatnikiem systemu. Staje się jego odbiorcą – zaczyna z niego kupować surowiec, którego pochodzenie musi udowodnić. To zupełnie inna relacja.
Płatnik przyjmuje sprawozdanie. Odbiorca chce wiedzieć, z jakiego zakładu, w jakim procesie i z jaką stratą. Płatnik godzi się, że dane są zagregowane i spóźnione. Odbiorca nie może, bo z tych samych danych rozliczy się przed swoim klientem i przed organem.
Nie stanie się to jutro, ale decyzje, które to umożliwią albo uniemożliwią, zapadają teraz – w przetargach, w sposobie raportowania i w tym, czy proces w zakładzie jest ustawiony na odzysk konkretnych pierwiastków, a nie na tonaż. Możliwości polskim zakładom nie brakuje: największe rozwinęły się za pieniądze wprowadzających. Rzecz w tym, żeby efekt dało się wykazać dokumentem, który wytrzyma pytania regulatora.
Dlatego upieramy się przy rzeczach, które części rynku wydają się uciążliwe. Przy egzekwowaniu prawa wobec strumieni omijających system – formalnie nie wolno przekazać zużytego sprzętu nikomu poza uprawnionym zakładem, a nieformalnie znika go sporo.
Publiczny dostęp do zagregowanych, wiarygodnych i aktualnych danych z BDO. Brak powiązań kapitałowych między tym, kto zleca przetwarzanie, a tym, kto je wykonuje. To warunki, żeby za kilka lat dało się powiedzieć, skąd pochodzi kilogram surowca – i żeby dało się prowadzić konkurencyjny biznes.
Rachunek jest prosty, choć niewygodny. Zakład przetwarzania, który jest właścicielem organizacji odzysku, wystawia sobie dokument potwierdzający własną pracę.
Dopóki służył on rozliczeniu tonażu, był kwestią kultury rynku. Kiedy stanie się podstawą oświadczenia o zawartości surowca w wyrobie, będzie kolejnym – po opłacie produktowej – ryzykiem prawnym wprowadzającego. Dokument wystawi recykler, ale oświadczenie złoży producent i to on odpowie za jego prawdziwość.
Słyszę czasem, że organizacja odzysku, która dopytuje o procesy i naciska na racjonalne koszty, utrudnia rynkowi życie – a właściwie obniża zysk właścicieli zakładów przetwarzania. To nie jest spór o zasady. To spór o to, kto poniesie konsekwencje i kto będzie płacił dwa razy – za recykling odpadu i za surowiec z recyklingu.
Przez dwadzieścia lat przekonywaliśmy producentów, że system ZSEE jest ich obowiązkiem. Miałem rację i nie zamierzam się z tego wycofywać. Ale przekonywanie trzeba chyba zacząć od drugiej strony.
System ZSEE jest jedynym miejscem, w którym producent ma dostęp do surowca, którego nikt mu nie odetnie decyzją podjętą po drugiej stronie świata.
W listopadzie kończy się zawieszenie rozszerzonych chińskich ograniczeń eksportowych. Nasz system nie ma terminu ważności. Ma tylko utrzymać konkurencyjność w globalnej gospodarce.
© 2026 InfoMarket